zarządzanie domowym budżetem
Excel – wydatki
19 października 2015
Wykresy w excelu
Excel 2013 – dwa wykresy na jednym
30 października 2015

Moda na agile

Wykorzystanie zwinnych technik w zarządzaniu

Ostatnio, no ok, nie ostatnio, bo tak mam, że świat często wprowadza mnie w stan zdumienia. Opad szczęki, rąk i innych części mego ciała. Zastanawiam się, po co człowiek sobie to robi. Bo przecież, o ile prościej byłoby kierować się pewnymi zasadami niż dorabiać do nich niepotrzebną obudowę. Ale do rzeczy.


Trafiła mnie strzała Kupidyna i zakochałam się w zwinności. Zakochałam się również w brzytwie Ockhama. Co finalnie sprowadza się do tego, by nie mnożyć bytów ponad potrzebę i jak coś jest możliwe do zrobienia najprościej (a zazwyczaj jest), to po prostu trzeba to zrobić i tylko uważnie korygować ruchy. Nawet najbardziej skomplikowany temat ma w sobie mały krok, który można zrobić i już mamy postęp. Powoływanie zespołów projektowych, komisji ds. i innych to nie moja bajka. Ma być zwinnie czyli, jak ja czuję, bez krawatów, spiętych ciasno spodni, prezentacji i przemów.
A tu nagle się okazuje…, że te przyciasne spodnie, krawaty to świetny zestaw z luźną koszulą i adidasami. Trochę jak: w modzie w tym sezonie mają być kropki – o proszę mamy.
I takie odczucia towarzyszą mi kiedy obserwuję pewne oferty rynkowe, które mają Agile w nazwie. Powiem szczerze. Nie rozumiem. Jak w organizacji projektowej, która generuje mnóstwo papierów, formalizmów nagle ma zastosowanie „Ludzie i interakcje ponad procesy i narzędzia”?
To tak jak powiedzieć: „bądź zwinna!”. Ja na to: Super! (już mam wizje fikołków tu i tam), a tu nagle przychodzi pan w garniturze i mówi ”fikaj je sobie, ale na przestrzeni 2m2 Twojego pokoju”. Aha. I mina rzednie.
Zgadzam się z twierdzeniem Mariusza Chrapki: „Wdrożenie agile w firmie będzie udane, jeżeli „zwinność” w pierwszej kolejności zagospodaruje przestrzeń organizacyjną”. Jak określa: „Jest to miejsce, w którym rozgrywa się strategia firmy, ewoluują jej cele, „dojrzewają” procesy i standardy. Tu mieści się „system operacyjny” firmy.” Blog Mariusza Chrapko
No dokładnie! Ten nasz system działania musi wspierać naszą zwinność, a nie ją ograniczać, a co gorsza czynić ja bezsensowną.
Obserwując sobie rynek, rozmawiając z osobami, które mają styczność ze scrumem, zaczynam się zastanawiać, co to znaczy agile. Bo scrumy mieć umiemy, ale agile już nie.
Wydawało mi się do tej pory, że agile to taki stan umysłu, styl bycia, coś co w zasadzie ciężko oddać słowami, ale podskórnie wszyscy czują, co to jest. Choćby: by nie mnożyć bytów ponad potrzebę, by odważnie mówić zamiast chować się za stosami dokumentów, by podejmować zmianę niż zwoływać komisje, by być transparentnym. I skoro mówimy o organizacji agile, to widzimy ogół postaw składający się na kulturę organizacyjną tej firmy. Determinuje ona to, jak postępuje się z Klientem wewnętrznym, zewnętrznym, jak zachowuje się Zarząd, księgowość i produkcja, liderzy, menedżerowie. I ta filozofia jakoś tak naturalnie łączyły się z takimi „systemami operacyjnymi” jak np. holokracja. Pasuje. (o tym napiszę w innym artykule)
A co się okazuje? Nawet w sztywnych ubrankach można znaleźć luz. Bo tak jak w męskim umyśle są pudełka, gdzie w jednym z nich zarządza się projektami jakąś tradycyjną metodą, to w drugim pudełku robi to samo jakąś zwinną metodą. Taka segmentacja budująca całość.
Ale czy dalej jest agile? Czy to już próba dostosowania do trendu? A może zbyt daleko posunięta racjonalizacja? A może po prostu furtka bezpieczeństwa i raj dla status quo?
A może agile jako kultura organizacyjna to mit? I możliwe jest tylko agile w skali mikro? Bo przecież biznes potrzebuje portfela.

brace

Hmmm… ale załóżmy ze jest tak, że jest organizacja: my po swojemu – a Wy sobie i załóżmy, że to działa. Jakoś. Ale to zdecydowanie nie jest układ idealny. Mamy punkty zapalne. Bo kim jest wtedy Product Owner, a kim Project Manager? PM chce mieć wpływ na zespół projektowy, a zespół mówi – ogarniamy się sami. Wtedy zaczyna się kombinowanie i układanie klocków. Z różnym skutkiem. W takiej sytuacji, przed PO i Scrum Masterem stoi również nie lada wyzwanie, bo na ich barki zostaje zrzucony bagaż w postaci wytworzenia i utrzymania klimatu agile w zespole. Stają się tak jakby płaszczem ochronnym od reszty organizacji. Pytanie: co się stanie, jak ten płaszcz ochronny przetrze się w kilku miejscach? Co więcej – jaka jest szansa na skalowanie? Według mnie niska. Wobec czego inni oglądają sobie ten ów zespół niczym eksponat w muzeum sztuki współczesnej. A teraz wyobraźmy sobie kogoś z backoffice, który zwinnie ma obsłużyć klienta wewnętrznego. Dokumentacja ponad ludzie i interakcje. Witamy w morzu frustracji…
Czy firma może dobrze się rozwijać, kiedy tempa są różne? Jedna noga galopuje a druga może truchta?

Oczywiście jak w życiu: wszystko się da. Tylko pytanie po co? By gonić za modą? Czy nie lepiej uczynić agile celem zero-jedynkowym? Jesteśmy organizacją agile albo nie.
Jak to czujecie?

Wybierz szkolenie i podaj swoje dane

Wybierz szkolenie(wymagane)

Imię (wymagane)

Adres E-mail (wymagane)

Telefon

X
%d bloggers like this: