Wyjść poza strefę komfortu

zarządzanie projektami
W którą stronę zmierza zarządzanie projektami?
24 lipca 2015
Ryzykowny Agile?
6 sierpnia 2015

Wyjść poza strefę komfortu

Co chętniej robimy, a co jest dla nas lepsze? Wygodna strefa komfortu czy niebezpieczna zmiana? Kilka słów o tym, jak pokonywać swoje słabości i małymi krokami iść naprzód.

 

Bo tutaj jest jak jest..

Jak jest w strefie bezpieczeństwa? Jak w ciepłym łóżku w zimowy poranek. Ciepło, milutko, najprzytulniej.

Wszystko jest znane – łóżko, pokój, ściany, meble. Wszystko jest na swoim miejscu. Jest przyjemnie.

Konieczność opuszczenia łóżka budzi w nas niechęć. A jeśli do tego dołączy myśl: a ile przede mną dzisiaj do zrobienia… to już w ogóle nic, tylko kołdra na głowę i chwilo trwaj.

Przekładając ten obrazek na podejście do życia, są wśród nas  tacy, którzy  hołdują zasadzie „za wszelką cenę utrzymać status quo”. Byle mieć spokój. Nie musieć się „gimnastykować”. Dobrze jest jak jest. Ci właśnie żyją w wygodnym łóżku i bezpiecznym domku. Ograniczeni do tego co znane. Jedyne ich szaleństwo to otwarcie okna, żeby… popatrzeć, może zaczerpnąć świeżego powietrza, ale w bezpiecznych, komfortowych warunkach.   W bamboszach przed telewizorem wzdychają do „życia na pełnej fali”.

A są i tacy, którzy w przeciwieństwie do tych pierwszych, rzucają się niczym szaleńcy w nieznane. Podejmują wyznawania, żyją pełną piersią. Upadają z hukiem, ale też fruwają wysoko.

Pomiędzy nimi zaś jest cała rzesza „normalsów”, którym czasem się zachciewa. Albo właśnie życie zafundowało im roller coaster. Normalsi czyli ci, którzy lubią się poczuć jak pączki w maśle, ale też mają tez zrywy „powstańcze”. Czasami „nie chcom, ale muszom”. I to wszystko w różnych proporcjach.

Ta droga długa jest…

Śmiem twierdzić, że lubimy jak jest przewidywalnie, bezboleśnie, przyjemnie i fajnie. I to jest ok. Ale problem polega na tym, że dłuższe trwanie w takim stanie, grozi lenistwem, a co za tym idzie zacofaniem. Znacie takie dialogi wewnętrze: Dobra. Zmienię coś – od jutra zacznę ćwiczyć, zmienię pracę, etc.? I za chwilę ten znany głos w naszej głowie: Eee nieee. Bo to trzeba coś zrobić. Za dużo zachodu. Spocę się jeszcze. Albo: nie, bo za trudne…nie dam rady, etc. Znacie to? Bo ja znam. Cwana ta strefa komfortu, no nie? A jak dobrze i skutecznie potrafi się komunikować!

Albo kolejna sytuacja – zmiana,  która wynika z zewnętrznych okoliczności np. zmiana modelu sprzedażowego w firmie. Najczęstsze reakcje: O matko z córką!!!, Kaplica, zwolnią nas albo Przecież, to bez sensu. Postawa „otwartości na zmiany” wręcz poraża swych ogromem.

Dlaczego tak się dzieje?

Bo zmianę mocno utożsamiamy z lękiem. Niewygodą. Dyskomfortem.  A żeby iść naprzód, by się rozwijać, trzeba stawiać kroki naprzód, bardzo często w nieznane. By sięgać po marzenia, trzeba opuścić to co znane, poszukać nowej jakości.  Ameryki tymi stwierdzeniami nie odkrywam. Ta wiedza jest powszechna. Jednak z jakiś przyczyn – umiejętność już nie.  Finalnie – wolimy znane piekło od nieznanego nieba.

A nie musi tak być. Wystarczy z innej perspektywy spojrzeć. Wystarczy „mieć plan”. Wystarczy poznać „z kim lub czym się tańczy” i zmiana…przestaje być zmorą.

zmiana

 

Jak?

Możesz zwizualizować swój lęk. Możesz wypisać, co zależy od Ciebie, a na co nie masz wpływu. I działać. Małymi krokami. Możesz wypisać ryzyka…i zarządzić nimi. Narzędzi jest sporo. Najważniejsze jednak to pamiętać, że „Sami musimy stać się zmianą, do której dążymy w świecie”. To powiedział  Gandhi,  a ja tylko dopowiem, że w tym świecie w skali mikro i makro)

Iść, ciągle iść w stronę słońca…

Pamiętacie pamiętniki? Wpisywało się tam życiowe mądrości ku pamięci właściciela. Też taki miałam. Czerwony z naklejkami Barbie. Było tam dużo wpisów a wśród nich: „Wielkie rzeczy w trudzie się zdobywa. Ten, kto się przeszkód zlęknie zawsze przegrywa”. Przesympatycznej koleżance Magdzie – x.

Dedykuję też te słowa Wam: Przesympatycznym czytelnikom – ku pamięci – Magda

PS Korzystając z okazji zapraszamy na nasz pozytywny warsztat dotyczący zmiany – w grupie pozytywnie zakręconych znajdziesz siłę, motywacje i zaprzyjaźnisz się ze zmianą.

Aaa i jeszcze dedykacja muzyczna:

https://www.youtube.com/watch?v=W0uqLM1uj_k[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

Kamil Tyburski
Kamil Tyburski
Z wykształcenia psycholog, od lat pasjonuje się kreacją. Wielbiciel dobrego designu i użyteczności. Obecnie pracuje jako User Experience Designer w firmie informatycznej. Od pierwszego zetknięcia, zakochany w kulturze AGILE oraz metodzie Design Thinking. Ewangelizuje, naucza, wdraża. Przez kilka lat z powodzeniem prowadził dział designu w Agencji Reklamowej SayOh!.
polski
Wybierz szkolenie i podaj swoje dane

Wybierz szkolenie(wymagane)

Imię (wymagane)

Adres E-mail (wymagane)

Telefon (komórkowy)

X